Jesienne Bieszczady

Serce w Bieszczadach zostawiłam bardzo dawno temu… Od tej pory byłam w Bieszczadach wiele razy, ale ciągle na liście moich marzeń widniały jesienne Bieszczady! Tym razem w końcu się udało, ale….

Przez wiele tygodni było piękne słońce. Dzień w dzień.  Jednak, gdy w końcu udało nam się pojechać to przyszedł pierwszy dzień bez słońca, a ponadto szczyt kolorów minął kilka dni wcześniej. Więc niestety, ale trzeba jeszcze wrócić jesienią za jakiś czas 😉

To nie jest tak, że kolorów nie było już w ogóle. Poszliśmy na szlak 19 października. Z tego co wiem, tydzień wcześniej Bieszczady przeżyły istne oblężenie: kulminacja kolorów plus dwie wielkie imprezy, każda po kilka tysięcy osób. W związku z tym w Bieszczadach były korki!

Tym razem wybraliśmy się klasycznie na Połoninę Wetlińską. Na Wetlińską można wejść np. ze wsi Smerek przez górę Smerek, albo z Zatwarnicy, albo z Brzegów Górnych. Ruszyliśmy z samej Wetliny żółtym szlakiem do Przełęczy Orłowicza. Aura nie zachwycała, lekko kropiło, liście już bardziej ususzone niż czerwone, ale przynajmniej było, jak na październik, stosunkowo ciepło.

Przełęcz Orłowicza

O ile początek szlaku jest dość stromy, o tyle samą połoniną idzie się bardzo przyjemnie i nie potrzeba żadnych specjalnych umiejętności.

Połonina Wetlińska

Dalej Chatka Puchatka czyli słynne i jedno z nielicznych schronisk w Bieszczadach. Z tego, co ostatnio czytałam Chatka będzie modernizowana. Wiem, że spotkało się to z licznymi protestami, jednak niestety, ale czasy świetności Chatka ma już bardzo dawno za sobą. Oczywiście jest klimat, mnóstwo ludzi, itd., ale w Chatce nie ma ani prądu ani wody, są dwa marne toi-toie (wiem, dobrze, że w ogóle są, bo całkiem niedawno był jeszcze bardziej syfiasty wychodek), ale jakby nie było, XXI wiek już dawno się zaczął, więc WC w schronisku być powinno.

Dalej od Chatki schodzimy albo żółtym szlakiem do Brzegów Górnych albo zaczynamy schodzić żółtym, a potem odbijamy na czarny i schodzimy nieco bliżej Wetliny. Czarny szlak jest przyjemny, łagodny i delikatny.

Dopiero tam, gdy słońce nieśmiało przebiło się zza chmur, udało nam się zobaczyć zachwycającą grę jesiennych bieszczadzkich kolorów.

Jeśli post Ci się podoba lub uważasz, że może kogoś zainspirować, będzie mi miło, gdy go udostępnisz lub polubisz:)

Leave A Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *