Rumunia jest super! Trzy perełki przy zachodniej granicy

Rumunia jest na mojej bucket list od dawna. Tymczasem dwa lata temu pojechaliśmy do niej zupełnie nie planując jej. Wracając z Grecji padł pomysł, abyśmy pojechali inną trasą i tym sposobem wpadła nam w oko Rumunia. Zobaczyliśmy jej mały ułamek, tylko zachodnią część, o której wiem, że jest jedną z mniej interesujących części Rumunii, a mimo to, dzięki temu wypadowi, nabraliśmy jeszcze większej ochoty, by Rumunię poznać bardziej dogłębnie. Tak samo z resztą zadziało się z Serbią.

Zakładam, że część z Was myśli, że Rumunia to taki biedny kraj, pozostający daleko w tyle za nami. Nic bardziej mylnego! Co prawda z danych ekonomicznych wynika, że PKB Rumunii jest niższe niż Polski, jednak patrząc na ulice, na samochody, na piękne kamienice, można stwierdzić, że ten kraj rozwija się bardzo dobrze.

We wsiach spotkaliśmy jeszcze kilka furmanek, ale nie zmienia to faktu, że mimo to wieś rumuńska (przynajmniej w zachodniej części kraju) też prezentuje się całkiem nieźle. Powiedziałabym, że dużo biedniej jest w mocno turystycznej Grecji. Jednak porównując zamożność regionów Rumunii, wiem, że ten który odwiedziłam jest znacznie bardziej bogaty od reszty, stąd wniosek, że nie mogę spostrzeżeń z fragmentu Rumunii przekładać na cały kraj, tylko muszę wrócić i zobaczyć resztę😉

Polecę Wam trzy secesyjne perełki usytuowane przy zachodniej granicy:

Timişoara

Od Timişoary warto zacząć. Zapewne część z Was wie, że Rumunia przez ponad 20 lat była poddana potężnej dyktaturze. Nicolae Ceauşescu, zainspirowany hołdem oddawanym przywódcom chińskim czy północnokoreańskim zamarzył o takiej samej chwale. Stąd np. jego 55 urodziny obchodzono jako święto państwowe. Jego władza miała charakter absolutny, sprawował kult jednostki, nie wahał się przed użyciem broni wobec swoich rodaków (nawet jeśli były to dzieci), kraj cierpiał niewyobrażalną biedę, wprowadził zakaz aborcji i zakaz antykoncepcji (wszak Ceauşescu założył ogromny przyrost populacji). Stąd wiele kobiet stosowało drastyczne środki, by pozbyć się niechcianych, czasem wymuszanych ciąż. Kobiety, które nie zaszły w ciążę do 25 roku życia musiały płacić podatek w wysokości 10-15% swojej pensji. Według Ceauşescu każda kobieta do 45 roku życia powinna urodzić minimum 5 dzieci, oczywiście zdrowych! Sposób traktowania chorych i niepełnosprawnych to już w ogóle inna historia.

W latach 70-tych Ceauşescu  bardzo zadłużył Rumunię. Aby spłacić długi, większość produktów przeznaczano na eksport, a Rumuni cierpieli biedę. Od 1971 roku zaczął wprowadzać w kraju reguły życia społecznego panujące w Korei Północnej.  Ceauşescu szczególnie nienawidził mniejszości węgierskiej, a właśnie w Timişoarze było jej sporo, gdyż miasto przez wiele lat było miastem węgierskim, co wyraźnie widać w jej architekturze. W latach 80-tych bieda w Rumunii była tak wielka jak w żadnym innym komunistycznym kraju. To właśnie w Timişoarze jako pierwszej wybuchły bunty w 1989 roku, które finalnie doprowadziły do obalenia Ceauşescu. To tu wojsko zaczęło strzelać do swoich rodaków, ale i tu znaczna część wojska przeszła na stronę protestujących. To Timişoara jako pierwsza została ogłoszona wolnym miastem rumuńskim 20 grudnia 1989 roku. Rumunia była ostatnim krajem europejskim, który w 1989 roku wyzwolił się spod dyktatury, po Polsce (warto odwiedzić Muzeum Solidarności w Gdańsku), Węgrzech, NRD (warto zobaczyć okolice Muru Berlińskiego albo muzeum STASI w Lipsku), Czechosłowacji i Bułgarii. Ceauşescu wraz z żoną zostali zabici 25 grudnia chwilę po procesie, w którym skazano ich m.in. za ludobójstwo wykonane na 64 tysiącach zagłodzonych ludzi (wokół ich śmierci też jest wiele legend dotyczących tego, czy rzeczywiście zostali straceni).

Rozpisałam się o historii i zdecydowanie warto zacząć wycieczkę od Muzeum Rewolucji. Nie jest ono porywające, ale przede wszystkim wprowadza zwiedzającego w mroczną historię Timişoary, ale i całej Rumunii. Rumuńscy bojownicy przypisują Polakom dużą zasługę w ich zdecydowaniu się na podjęcie walki. Walczący Rumuni dostali także od Polaków sporo pomocy.

Samo miasto jest bardzo ładne i tak jak wyżej pisałam wyraźnie widać w jego architekturze wpływy węgierskie. Timişoara to pierwsze miasto w Europie, które posiadało elektryczne oświetlenie ulic i jako jedna z pierwszych na świecie miała tramwaje (już w 1869 roku). W tym roku ma być Europejską Stolicą Kultury.

Piękny jest Piaţa Unirii (Plac Jedności) (zdjęcie powyżej). Pośrodku stoi barokowa kolumna Trójcy Świętej.

Ładnie prezentuje się też Pałac biskupów serbskiego kościoła prawosławnego (zdjęcie poniżej).

Kolejnym ważnym placem jest Piaţa Libertăţii (Plac Wolności) z pomnikiem Św. Jana Nepomucena z 1756 roku.

Kolejne niesamowite miejsce to Piaţa Victoriei czyli Plac Zwycięstwa. Jego architektura kojarzy mi się z jakimiś mrocznymi filmami, zamczyskami, w których przetrzymywano dzieci, jest groźnie, monumentalnie, zrazem tajemniczo i przyciągająco.

Mam niestety jedynie słabiutkie zdjęcie z Pałacem Lofflerów z początku XX wieku, na którego parterze znalazł swoje miejsce oblegany Mc Donald’s.

Na placu można też zauważyć eklektyczny Hotel Timişoara.

Wrażenie robi Prawosławna Cerkiew katedralna, której budowę zakończono w 1946 roku. Budowla stanowi połączenie stylu bizantyjskiego z bukowińskimi monastyrami.

Timişoara ma też ładnie zagospodarowane nabrzeże rzeki Bega, po której można pływać kajakami czy tramwajem wodnym.

Odwiedziliśmy również skansen (wiadomo – uwielbiam skanseny), Banat Village Museum czyli skansen poświęcony regionowi, w którym znajduje się Timişoara, jednak nie zrobił on na mnie specjalnego wrażenia.

Arad

Bardzo ładnie prezentuje się też to niezbyt duże miasteczko, ale niestety nie mam z niego żadnych fotek.

Oradea

To kolejne miasteczko o pięknej architekturze. Przez wiele lat należało do Austro-Węgier. Obecnie położone jest w północno-zachodniej Rumunii, tuż przy węgierskiej granicy. Miasteczko częściowo jest odrestaurowane, jednak wiele kamienic nadal wymaga ogromnych nakładów. Parkujemy w okolicach Teatru Państwowego z 1900 roku, w okolicach, którego akurat trwają prace remontowe i stamtąd ruszamy na spacer.

Dalej idziemy Strada Republicii, która w znakomitej części pełni rolę deptaka. Otaczają ją piękne, secesyjne kamienice. Część z nich jest odremontowana, część w trakcie prac, a część dopiero czeka na swoją kolej. Na deptaku jest pełno restauracji i kawiarni, życie toczy się spokojnie.

Gdy wyjdziemy nieco dalej poza starówkę widzimy wyraźny wpływ powojennych lat.

Zupełnie przypadkowo trafiliśmy też na festiwal w Oradei, co było miłym zakończeniem spontanicznego wypadu do Rumunii. To był też koniec naszego greckiego road tripu.

Jeśli post Ci się podoba lub uważasz, że może kogoś zainspirować, będzie mi miło, gdy go udostępnisz lub polubisz:)

Leave A Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.